trzymaj zdradę w tajemnicy



Wczoraj było o czekoladzie. Dzisiaj będzie mniej słodzenia, dużo mniej. Za to więcej gorzkich emocji.
Wszyscy wiemy co to znaczy i zapewne niektórzy (niestety) wiedzą to z autopsji. Ja również…
Ale nie, nie chodzi tu o mojego męża ;-)

Zdrada to słowo, które opisuje podłe zachowanie przyczyniające się do fizycznego i emocjonalnego wyrządzenia krzywdy drugiemu człowiekowi, zadanie mu bólu tak potężnego, aż do łez.
Sama „zdrada” to opis czegoś co jest zalążkiem nowych relacji, przekreślając jednocześnie poprzednie (obecne) nie informując o tym zainteresowanego. My – ludzie to tak nazwaliśmy.
Bo lubimy nazywać rzeczy po imieniu. Ale twarde słowo „zdrada” i podłe, bolesne zjawisko „zdrady” to jedno i to samo – ból, płacz, samotność i odrzucenie.
Nie wiem kiedy zdrada się zaczyna. Na etapie planowania? W trakcie? Po fakcie? Dopiero gdy wyjdzie na jaw? Myślę że tak, tak, tak, i tak. Kurestwo.

Paradoksalnie to właśnie zdradzony bardziej się wstydzi zdrady niż ten, który się jej dopuścił.
Dlaczego? Dlatego, że człowiek który został tak brutalnie skrzywdzony, zaczyna zadawać sobie pytania. Głupie pytania o to, czym zawinił, co robił źle, dlaczego partner szukał pocieszenia gdzieś indziej. Później, z perspektywy czasu jasnym się staje, że to nie on powinien się dręczyć. Nie on jest winny. Że tylko ten kto się dopuścił tak podłej aktywności to zwykły skurwiel i szkoda czasu choćby na rozpamiętywanie tego.

Wśród ludzi, których znam pełno związków na pierwszy rzut oka idealnych. I dopiero gdy się przyjrzysz, lub spędzisz z nimi więcej czasu zauważysz, że to jeden wielki burdel na kółkach. Ta się puszcza, ten fruwa do innej i rżnie jak nieheblowaną deskę, ta daje dupy koledze z pracy żeby później wrócić i kłamać jak to w pracy jest nudno i tylko miłość jej dodaje skrzydeł. 
Celowo padły słowa typu "daje dupy", "puszcza się" i "rżnie". Bo uważam, że tam gdzie zdrada i zwierzęce zaspokajanie potrzeb (w sytuacji gdy ma się stałego partnera i robi go w ch...) - tam nie ma miejsca na miłość i "kochanie się" a choćby i już dla niektórych lekko wulgarne "bzykanie".

Zdrada to zjawisko, które w mgnieniu oka potrafi zmienić pewnego siebie człowieka w niestabilne emocjonalnie stworzenie, zagubione, nie mające pojęcia gdzie uciec, jak się zachować, co z sobą zrobić. Przynajmniej ze mną tak zrobiła. A nie jestem osobą nadzwyczaj wrażliwą. Raczej zarzucają mi siłę, charakterność i pewność siebie.
A ile trwa odrodzenie? To już można książkę napisać. Ale wiele poradników jak sobie po zdradzie poradzić jest w sieci i  z pewnością za jakiś czas i ja coś takiego napiszę.
A póki co taka zajawka, bolesna i niemiła ale cóż. Nie każdy temat musi być przyjemny ;-)

Nienawidzę gdy ktoś mówi „wina zawsze leży po obu stronach”. Pieprzenie. Jedna strona jest zawsze „bardziej winna” od drugiej. A próba obrony bezsensem typu „to też Twoja wina, gdyby było inaczej nie doszłoby do tego, gdybyś wczoraj wyłączyła TV może bym nie zdradził”. Czujecie to?
Niedobrze mi.




Zobacz również

14 komentarze

  1. Mocne, ale niestety prawdziwe... dobry post! :) więcej takich :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobre !!!
    Miłość o głupie uczucie zaczyna się na ustach a kończy na dupie.
    Fajnie jak obie strony to czują, fajnie jak obie strony potrafią powiedzieć: Ty nie klei się nam rozejdźmy się i wtedy puszczajmy się na lewo i prawo. Niestety zbyt idealne i tak nie jest.
    Jak będziesz pisać poradnik to daj znać chętnie pomogę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no, zgadzam się z tym w zupełności. Kurewstwo po prostu... Zdradzającemu powinien wyrastać kutas na czole a zdradzającej pipka, niech ich pchają potem w łeb! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Mocny tekst. To prawda...zdradzony człowiek prawie zawsze doszukuje się winy w sobie,a zdrajca próbuje mu ją jeszcze perfidnie wmówić. Rzygać się chce

    OdpowiedzUsuń
  5. o to to to! nie napisałam o tym wmawianiu winy, ciężki grzech. Rzygajmy razem :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Oficjalnie nie zostałam zdradzona, więc te emocje mnie póki co nie dotyczą. Ale zastanawiam się, dlaczego osoby, które zostały zdradzone winią nie zawsze zdradzającego partnera, ale też często osobe, z którą się tej zdrady dopuścił/dopuściła. To jest dla mnie niezrozumiałe. Takie wmawianie sobie "jak suka nie da to pies nie weźmie". Ta nie da, to inna da, jak pies szuka to znajdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. człowiek musi mieć na kogo zwalić. Żal się jakoś musi rozłożyć. A czemu by nie na taką sucz, która tyka nie swojego mięsa? :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Rudaaa :P Mięso to nie własność, to dzierżawa - z funkcją wypowiedzenia najmu :P

    OdpowiedzUsuń
  9. przyznaję Ci rację, zajebiście ujęte!

    OdpowiedzUsuń
  10. czasem myślę, że ludzie są monogamiczni okresowo ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Swietny post , prawdziwy , i faktycznie paradoksalnie t osoba zdradzona czesciej zadaje pytania czemu i sie obwinia a nie tak ktora zdradzila .
    heh rznie jak nieheblowana deske - mocno powiedziane . Lubie takie szczere teksty. Oby wiecej takich postow :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurde, uderzyłaś w czuły punkt ludzkości :p więcej takich!

    OdpowiedzUsuń
  13. Cóż, winny zawsze będzie się bronił, natomiast zdradzony poczuje, że to faktycznie mogło być z jego winy..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za opinię :)

Flickr Images

Obsługiwane przez usługę Blogger.